
Dzisiaj na lekcji WF’u graliśmy w pewien prymitywny sport, który nazywam siatkówką – możliwe, że Ty używasz innej nazwy. Tak czy siak zabawa polega na zagrywce i odbijaniu piłki. Proste
Nie ukrywam, że nigdy nie byłem orłem w tej dyscyplinie. Ale dzisiaj postanowiłem, że będę najlepszy – nakręciłem się szczególnie na serwowanie.
Po pierwszej udanej zagrywce łyknąłem bakcyla i zacząłem stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej. Czyli po prostu – zacząłem celować w konkretne miejsca
I tak – z koleś, który nie potrafił przebić piłki na drugą stronę boiska, miał najlepszą (a co najmniej jedną z najlepszych) skuteczność zagrywki w drużynie!
Teraz mam high mission – opanować tą korbę i stosować ją kiedy tylko sobie zapragnę
Zafajniście.
